ru24.pro
World News in Polish
Март
2026
1 2 3 4 5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31

5 szybkich wniosków: Lech – Górnik 0:1

0

Pięć szybkich wniosków to cykl opisujący w skrócie dany mecz Lecha Poznań. Jeszcze przed przedstawieniem plusów i minusów danego spotkania, analizą gry konkretnego zawodnika czy dogrywką, prezentujemy pięć szybkich i pomeczowych wniosków. Kilkadziesiąt minut po każdym meczu na gorąco pięć spostrzeżeń na temat występu drużyny Kolejorza, poszczególnych piłkarzy czy obecnej sytuacji zespołu.

Reklama

MOCNY POCZĄTEK MECZU I BARDZO SPOKOJNA GRA

Lech Poznań rozpoczął mecz z Górnikiem w mocnym składzie z przodu oraz przemeblowanym z tyłu, natomiast rywal z Zabrza chcący się przełamać podszedł do tego spotkania na serio i od początku zaatakował chcąc najwyraźniej szybko strzelić gola. Taktyka Górnika nie mogła dziwić, ponieważ ta drużyna w ostatnich tygodniach słabo punktowała, za każdym razem przegrywała 0:1, a odwrócenie tego wyniku i zdobycie pierwszej bramki w spotkaniu pucharowym mogło pomóc rywalowi w awansie. Z czasem to jednak faworyzowany Lech zaczął zyskiwać przewagę, chciał grać swój futbol na małej przestrzeni, zamierzał stworzyć coś z ataku pozycyjnego, co przeciwnik potrafił tłamsić. Górnicy byli dobrze ustawieni, zagęszczali środek pola, podwajali krycie głównie Aliego Gholizadeha tracącego wiele piłek, który nie był sobą i nadawał się do zmiany nawet po 45 minutach. Było widać pomysł zabrzan na naszych ofensywnych piłkarzy, którzy nie mieli za wiele miejsca, nie mogli skutecznie poklepać piłką na 20-25 metrze przed bramką Łubika, nie potrafili rozkręcić się na nierównym boisku stwarzając niewielkie zagrożenie dla defensywy Górnika Zabrze. Z naszej strony brakowało też przyspieszenia gry, więcej akcji po fazach przejściowych, ciekawszych akcji na skrzydłach, winny słabej, wolnej gry z przodu był nie tylko Ali Gholizadeh mający widoczny dołek.

JEDEN BŁĄD, JEDEN GOL

Mecz z Górnikiem Zabrze długo był taktycznym spotkaniem, w którym więcej przy piłce utrzymywali się lechici, którzy nie mogli przebić się już przez dobrze ustawioną drugą linię zabrzan. Poznaniacy nie dali rady sforsować obrony, poradzili sobie za to goście z pomocą Mateusza Skrzypczaka. W tej sytuacji popularny „Skrzypa” źle się ustawił, został nawinięty jak junior przez pomocnika Górnika Zabrze, który zrobił miejsce innemu pomocnikowi mającemu otwartą drogę do siatki. W 41 minucie meczu o awans do półfinału Pucharu Polski największą winę za utratę gola ponosi Mateusz Skrzypczak dopuszczając przeciwnika w prosty sposób do prostej sytuacji, a później do oddania strzału pod poprzeczkę, który nie był do obrony przez Bartosza Mrozka. W tak wyrównanym meczu ktoś musiał się pomylić, żeby padł gol. Akurat błąd w defensywie popełnił obrońca, którego obecność w składzie już przed spotkaniem wzbudzała niepokój wśród kibiców.

BICIE GŁOWĄ W MUR

Trener Niels Frederiksen po meczu narzekał na brak energii w zespole, jednak nie zdecydował się na przeprowadzenie żadnej zmiany w przerwie. Po zmianie stron oglądaliśmy wszyscy już typowy mecz za Nielsa Frederiksena, czyli rywala głęboko cofniętego i Lecha bijącego głową w mur, który na różne sposoby próbował się przebić. Niestety, brakowało jakości, brakowało pomysłu, brakowało schematów, indywidualnie brakowało również zawodników w formie. Nie mogliśmy dziś na nikogo liczyć, nikt nic nie pokazał, a Patrik Walemark po wejściu z ławki nawet zaniżył poziom nie umiejąc nawet celnie uderzyć lepszą lewą nogą. Nie można Lechowi zarzucić braku determinacji czy ambicji, dziś nie było żadnych wyćwiczonych schematów w ofensywie, indywidualnie nie było kogoś, kto pociągnąłby poznaniaków. Nie udało się nawet wykorzystać rzutu karnego. Przed jedenastką Joelowi Pereirze trzęsły się ręce, było to widać podczas transmisji telewizyjnej, Portugalczyka zjadła trema przed uderzeniem z 11 metrów, co tylko pomogło bramkarzowi wyczuć to anemiczne uderzenie.

Reklama



KLUCZOWY MOMENT NIE ZOSTAŁ WYKORZYSTANY

Rzut karny i czerwona kartka dla Khlana mogła być kluczowym momentem tego meczu. Wystarczyło wykorzystać jedenastkę, by Lech zdobył gola, napędził się i być może przepchnął awans jeszcze przed dogrywką. Joel Pereira nie wykorzystał jedenastki, po której poznaniacy grali w ataku pozycyjnym jak w wielu meczach za kadencji Nielsa Frederiksena. Im było bliżej końca meczu, tym kibice mogli mieć coraz mniejszą wiarę widząc popisy naszych ofensywnych piłkarzy mających kłopot z najprostszymi zagraniami. Na końcu stało się coś, co trzeźwo myślący kibice Lecha Poznań musieli mieć na uwadze bojąc się upadku po paru wzlotach, które zawsze kończą się podobnie. Kolejorz nie strzelił gola u siebie pierwszy raz od 14 lutego 2025 roku (po 26 meczach z bramką w Poznaniu), przegrał po 2 z rzędu zwycięstwach nad Górnikiem i poniósł porażkę po serii 6 kolejnych wygranych. Coś takiego mógł dokonać tylko Lech, w którym tzw. „mokra szmata” zawsze moczy się gdzieś w wiadrze, zawsze wszyscy dostajemy ją w momentach, kiedy należy pójść za ciosem i udowodnić swoją siłę. Zespół Kolejorza był za słaby na taktykę Górnika, na Michala Gasparika, który upokorzył nasz klub już 3 lata temu, gdy był szkoleniowcem Spartaka Trnava dokładając do tamtego wydarzenia jeszcze jeden bolesny cios. Słowak na razie nie zdobył swojego 4 krajowego pucharu od 2022 roku, na razie wraz ze swoją drużyną sprawił, że Lech Poznań nie odzyska Pucharu Polski po 17 latach przerwy i po 4 latach nie wróci na Stadion Narodowy w Warszawie.

PO PROSTU PRZEGRANI

Lech Poznań odpadł z Pucharu Polski, a to oznacza, że sezon 2025/2026 zostanie uznany za udany tylko w momencie obrony tytułu Mistrza Polski. Niestety, mecz z Górnikiem Zabrze zostanie w pamięci wielu ludzi na wiele lat. Kibice Kolejorza są już nauczeni, by za mocno się nie cieszyć, bo ten klub przez lata przyzwyczaił nas do tego typu wydarzeń i to nie tylko wspominanymi do dziś finałami Pucharu Polski. Niestety przy Bułgarskiej zapomniano o przeszłości, która jest nawet tradycją naszego klubu, w różnych działach mocno fetowano ogranie Rakowa zapominając o wielu meczach, które pozostały nam do końca rozgrywek (fety są w maju, nie 1 marca) i nie zachowano odpowiedniej koncentracji, która powinna cechować ludzi logicznie myślących, wiedzących o tym, co jest przed nami. Po 3 dniach od wielkiej fety po ligowym meczu nie ma nas już na jednym froncie, jedno trofeum już odpadło, Lech Poznań przegrał mecz, którego nie da się odrobić, przez co 2 maja znowu będzie oglądał inny klub wznoszący Puchar Polski. Kolejorzowi została gra o obronę tytułu Mistrza Polski, w który po takim wydarzeniu, jak 4 marca 2026 i po regularnych „mokrych szmatach” w ubiegłych latach wiele osób ma prawo nie uwierzyć dopóki nie zapadną matematyczne rozstrzygnięcia. Mentalność kibiców buduje się latami, to Lech Poznań odpowiada za nastroje, wiarę, nadzieję czy jej brak, już wiele razy było o tym pisane. Wczoraj Lech znowu zrobił wszystko, by ją przydusić nadal musząc liczyć słabość innych w Ekstraklasie. Aktualnie musimy liczyć na wpadki Jagiellonii Białystok skupiającej się na już na jednym froncie, która w perspektywie ma z nami mecz u siebie (zaraz po marcowej przerwie na kadrę).

Reklama




Śmietnik Kibica – (komentuj nie na temat)

The post 5 szybkich wniosków: Lech – Górnik 0:1 first appeared on KKSLECH.com.