Narcyz i megaloman? Aktorski popis hollywoodzkiego gwiazdora. Będą Oscary!
Jeżeli uważacie, że tenis stołowy nie ma filmowego potencjału, zobaczcie którąś z dwóch produkcji - "Forresta Gumpa" albo "Wielkiego Marty'ego". A najlepiej obie. Bo choć w jednym i drugim zmagania przy pingpongowym stole są pretekstem do snucia znaczniej szerszej opowieści, magnetyzm przebijanej białej piłeczki sprawia, że trudno oderwać od niej wzrok. Podobnie jak od Timothy'ego Chalameta, który na zmianę posyła fantazyjne zagrania i efektowne, często bezczelne bon moty.
