Kilkaset produkcji, śmietanka reżyserko-aktorsko-producencka, tysiące widzów, a wśród nich delegacja kilkunastu krytyków z całego świata i jeden Polak, który przynajmniej z kilku powodów nie pasował do układanki o tytule 35. Jerozolimski Festiwal Filmowy.