ru24.pro
World News
Июнь
2021

Argentyna w głębokim kryzysie

0

Pandemia zbiera śmiertelne żniwo i prowadzi do upadku osłabioną gospodarkę

Szpitale są przepełnione, wyczerpani pracownicy opieki zdrowotnej błagają o dostosowywanie się do restrykcji, statystyki zgonów przyprawiają o dreszcze, a na ulicach wielkich miast przybywa bezdomnych. Prezydent Alberto Fernández otwarcie mówi, że Argentyna jest obecnie w najgorszym momencie od początku pandemii. Oprócz kryzysu zdrowotnego kraj doświadcza głębokiej recesji, która nieznośnie przypomina okres wielkiej depresji z lat 1998-2002. Podczas gdy państwo przegrywa walkę na wielu frontach, a społeczna frustracja rośnie, Alberto Fernández odwiedza Europę, by podjąć trudne negocjacje z Międzynarodowym Funduszem Walutowym.

Kiedy cały świat spoglądał z przerażeniem na Indie, a zdjęcia ulic miast zamienianych w masowe cmentarzyska rozdzierały serca, na drugim końcu globu, w Argentynie, padały kolejne rekordy. Od początku pandemii trzecie największe państwo Ameryki Południowej odnotowało przeszło 3,6 mln zakażeń koronawirusem. Ponad 75 tys. osób zmarło.

Nie ma tlenu, respiratorów ani łóżek

„System się wali”, pisał w kwietniu w liście otwartym opublikowanym w mediach społecznościowych dr Emmanuel Álvarez, dyrektor szpitala Mariano y Luciano de la Vega w Moreno. Poruszająca opowieść pod znamiennym tytułem „Desperacki krzyk z Conurbano”, o wielkim kryzysie w służbie zdrowia, odbiła się głośnym echem. Conurbano to określenie na gęsto zaludnione i przeważnie robotnicze gminy okalające stolicę. To „desperackie wołanie” o pomoc pochodzi od personelu medycznego, od pacjentów czy od tych, którzy pożegnali członków rodziny. „System się sypie, bo umierają lekarze, umierają coraz młodsi, nawet 30-letni pacjenci, coraz młodsi pacjenci muszą być intubowani, mamy przerażająco wysoką liczbę hospitalizowanych dzieci – wymienia dr Álvarez. – Karetki czekają przed szpitalami na łóżko, które się nie zwalnia, na sprzęt, który jest zajęty. Ludzie umierają w domach, na ulicach, umierają, bo nie ma dla nich respiratora”. Jak podkreśla Emmanuel Álvarez, to krzyk wszystkich, którzy nie są słyszani w świecie, gdzie króluje śmierć i nikt nie przejmuje się losem biednych. To apel nie tylko do mediów czy polityków, ale też do wszystkich „obojętnych”, którzy nie noszą maski, nie stosują się do zaleceń, „myślą, że mają supermoce”. Álvarez poświęca dużo miejsca rosnącym nierównościom między mieszkańcami bogatych i biednych prowincji: „Co z miejscami, gdzie nie ma szpitala, gdzie jedyny dostępny tlen to ten z powietrza, gdzie brakuje wody pitnej, gdzie nie ma lekarza w promieniu kilkudziesięciu kilometrów?”.

W swoim wpisie Emmanuel Álvarez dosadnie podsumował stale pogarszającą się sytuację w Argentynie. Brakuje lekarzy, łóżek, szpitale (zarówno prywatne, jak i państwowe) są na krawędzi wytrzymałości, lekarze i pielęgniarki protestują, domagając się poprawienia warunków pracy, placówki lecznicze cierpią na skrajne niedobory sprzętu. Władze w prowincji Buenos Aires rozpoczęły nawet produkcję własnego tlenu. Także akcja szczepień idzie wolniej, niż się spodziewano, co po raz kolejny stawia rząd Fernándeza w ogniu krytyki. Dopiero 18% społeczeństwa otrzymało pierwszą dawkę. Podobnie jak inne kraje w regionie Argentyna miała też problem z zabezpieczeniem dostaw szczepionek. Dostawa 800 tys. dawek AstryZeneki dotarła do Buenos pod koniec maja, z trzymiesięcznym opóźnieniem.

Kilka tygodni po opublikowaniu wpisu przez dr. Emmanuela Álvareza Argentyna odnotowała najgorsze dni pod względem statystyk od początku pandemii. W połowie maja trzy dni z rzędu liczba zachorowań wyniosła ponad 35 tys. To skłoniło władze do wprowadzenia ostrzejszego lockdownu 21 maja. Początkowo miał trwać do 31 maja, ale przedłużono go o kolejne dziewięć dni. Lockdown przewiduje godzinę policyjną od 18.00, zakaz przemieszczania się poza najbliższym sąsiedztwem i nie w naprawdę koniecznych sytuacjach (np. po zakupy żywności). Otwarte są tylko sklepy z artykułami pierwszej potrzeby. Wszelkie wydarzenia sportowe, społeczne, kościelne są odwołane. 30 maja ogłoszono też, że ze względu na sytuację pandemiczną Argentyna nie będzie w stanie zorganizować Copa America i rozgrywki piłkarskie najprawdopodobniej odbędą się w Brazylii.

Kolejny lockdown pogłębia biedę

W zeszłym roku Argentyna wprowadziła jeden z najdłuższych na świecie lockdownów. Surowe ograniczenia obowiązywały od marca do lipca, kiedy władze zdecydowały się poluzować obostrzenia. Nie znaczy to, że ich nie było. Przed 21 maja godzina policyjna zaczynała się o 20.00, bary i restauracje obsługiwały gości do 19.00, otwarte były tylko sklepy z artykułami pierwszej potrzeby. Zgromadzenia na świeżym powietrzu ograniczono do 10 osób, aktywności kulturalne czy sportowe w zamkniętych przestrzeniach były zabronione.

Jak można było się spodziewać, wprowadzane scenariusze ratunkowe mocno osłabiły i tak już kulejącą gospodarkę. Biznesy muszą się zamykać, zwalniani są pracownicy, a ci, którzy zostają, pracują po kilkanaście godzin za te same (lub mniejsze) pieniądze. Zresztą przy szalejącej inflacji i tak niewiele można za nie kupić.

„Nie boimy się wirusa, boimy się śmierci z głodu na ulicy. Od dwóch miesięcy śpię na tych kartonach, a mam już swoje lata i gorsze choroby od covidu. Łapałam się wielu zajęć w ostatnim czasie, teraz czyszczę buty w metrze”, mówi Viviana w rozmowie z portalem Infobae. Ludzie przemierzający ulice z wózkami, koszykami wypełnionymi kartonami, które można oddać na skup, to coraz częstszy obraz na ulicach argentyńskich metropolii. Rzeczy wyrzucone, zostawione przez jednych, stają się szansą na ciepły posiłek dla drugich. Poszukiwania mogą trwać nawet całymi dniami, czasem od świtu do północy.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 26/2021, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Zuma Press/Forum

Post Argentyna w głębokim kryzysie pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.